Blog

John Brookes, współpraca – cz. 1

To była z jednej strony ciekawa, z drugiej budująca seria spotkań. Od starszego kolegi po fachu dowiedziałem się rzeczy niezwykle istotnych, z których nie do końca zdawałem sobie wcześniej sprawę. Po wspólnych rozmowach i spacerach po jedynym parku w Polsce, którego wieloletnią rewaloryzację John Brookes prowadzi i nadzoruje, dzisiaj inaczej patrzę na mój zawód, na architekturę krajobrazu i na sam proces projektowania.
To, że architektura krajobrazu jest sztuką, a nie rzemiosłem wie każdy, kto albo ją uprawia, albo ma do niej szacunek bo zetknął się z kimś, kto właśnie tak traktuje tą dziedzinę. W tym zawodzie każdy dzień jest inny, każda koncepcja jest inna, każdy projekt jest inny – tak jak inny jest każdy Klient. Łatwiej byłoby powiedzieć: nic nie jest takie samo. To jest sedno architektury krajobrazu i całe jej piękno. Najważniejsze jednak jest nie to, że wszystko się zmienia, ale to co jest efektem procesu projektowego. Powstaje nowa przestrzeń, w której właściciel ma czuć się dobrze, relaksować, nabierać sił, nawet skryć się przed codziennością… czy może być coś piękniejszego?

John Brookes od kilku lat przyjeżdża do Polski, do jedynego obiektu – parku zabytkowego – położonego niedaleko Torunia. Z ogromnego szacunku do moich Klientów nie wymieniam nazwy tego parku, choć wcale nie jest tajemnicą jaki jest to park. Należy do małżeństwa jednych z najbogatszych Polaków. Ma powierzchnię 12 hektarów i jest naprawdę przepiękny.
Wkład pracy jaki został tam wniesiony, żeby uzdrowić całe założenie pałacowo-parkowe jest absolutnie przeogromny i nie jestem pewien czy sami jego właściciele doliczyliby się dzisiaj konkretnej kwoty, jaką zainwestowali w jego rewaloryzację.

Park ma swoją bogatą historię, również w ostatnich kilkunastu latach. Pierwszym architektem krajobrazu, który z inicjatywy obecnych właścicieli rozpoczął proces ratowania parku był sam profesor Longin Majdecki. To bez wątpienia wybitna postać współczesnej polskiej architektury krajobrazu, a nawet jej ikona. Miałem to nieocenione szczęście, że profesor Majdecki był promotorem mojej pracy dyplomowej (był to projekt rewaloryzacji zabytkowego założenia pałacowo-parkowego w Niedźwiedziu, gm. Dębowa Łąka). Doskonale pamiętam pracę z profesorem i dzisiaj poczytuję ją sobie za zaszczyt, że zgodził się na prowadzenie mnie, a jego uwagi i spostrzeżenia pozwoliły mi przede wszystkim zrozumieć rolę architekta krajobrazu i tak trudną, a jednocześnie fascynującą pracę związaną z przywracaniem blasku historycznym, zniszczonym i zaniedbanym ogrodom.

Po obronie pracy udałem się do profesora z pytaniem czy zgodziłby się być promotorem mojej pracy doktorskiej. Zgodził się bez wahania, ale nie zdążyliśmy nawet dobrze rozpocząć tej pracy, ponieważ profesor zmarł. Wielka to była strata dla całej naszej profesji i dla mnie…

Niedługo po śmierci profesora dowiedziałem się, że prowadził duży park kolo Torunia. Dziś wiem jaki to był obiekt, bo sam prowadziłem go przez dwa lata, współpracując z John’em Brookes’em. Te dwie postacie, mimo iż obie wybitne miały zupełnie różne spojrzenie na park moich Klientów. Będąc pierwszy raz na terenie parku od razu wyczułem obcą rękę, która go prowadzi. Obcą czyli zagraniczną. Dlaczego? Może to trudno opisać, ale nastrój parku jest zdecydowanie angielski, duże otwarte przestrzenie, piękne kompozycje roślinne (momentami nawiązujące do dużych, symbolicznych, angielskich ogrodów wiejskich), architektura altan, zupełnie inne ogólne podejście do rewaloryzacji.

Co oznacza to „zupełnie inne podejście”? Jest to kwestia obserwacji i operowania na żywym organizmie, jego powolnych ale zdecydowanych zmian, stylu pracy, filozofii, kierunku, do jakiego się dąży, etc. Z całą pewnością John Brooks obrał – moim zdaniem w sposób dla siebie absolutnie naturalny – zupełnie inny kierunek, niż wcześniej profesor Majdecki. Trudno się zresztą dziwić, ponieważ jak sądzę rodowity Anglik żyjący na co dzień w otoczeniu ogrodów i parków z bogatą, bo długotrwałą historią, znający również światowe trendy w projektowaniu i budowie parków podobnego formatu i funkcji ma zupełnie inne podejście do rewaloryzacji niż my, nauczeni, że zarówno stare drzewa jak i stare parki to miejsca, które należy w maksymalny możliwy sposób chronić (to wyłącznie moja opinia).

Podejście Brookes’a do usuwania starych drzew budziło na początku moje ogromne zdziwienie i powiedziałbym nawet wewnętrzny sprzeciw, zanim zrozumiałem jego zupełnie inne spojrzenie na cały proces projektowania. Otóż on nie traktował tego parku jako historyczną świętość – w przeciwieństwie do mnie – ale jako po prostu park, którym ma się zająć i go urządzić dla jego właścicieli.

 Nasze spacery po parku, rozmowy o rzeczach ogólnych i detalach, w zdecydowanej większości o architekturze krajobrazu i obserwacja pracy Brookes’a wiele mi dały do myślenia. Miałem szczęście, wręcz wydawało mi się to niewiarygodne by ramię w ramię współpracować z niemal mitycznym projektantem, światowym designerem, autorem Wielkiej Księgi Ogrodów – jednym z pierwszych profesjonalnych/branżowych wydań albumowych w Polsce, notabene z przedmową profesora Longina Majdeckiego.


Czego takiego dowiedziałem się nowego?

Jedliśmy pierwszy wspólny obiad w pałacu moich Klientów. Doskonały rosół, potem równie wspaniałe drugie danie, uroczysta atmosfera i początkowo zdawkowe rozmowy. W pewnym momencie Brookes zwrócił się do mnie z pytaniem jaką uczelnie skończyłem i czy rzeczywiście jestem architektem krajobrazu? Odpowiedziałem, że skończyłem SGGW w Warszawie i jestem architektem krajobrazu. Brookes pokiwał głową i zapytał jak długo trwały moje studia. Odpowiedziałem, że pełne pięć lat i otrzymałem tytuł magistra inżyniera. Brookes znów pokiwał głową i zadał kolejne pytanie: a na co w trakcie tych pięciu lat zwracano większą uwagę – czy na rośliny i wiedzę o nich (jakie mają wymagania, jakie choroby, jak je rozpoznawać) czy na kompozycję, rysunek i myślenie przestrzenne. Nieco zdziwiło mnie to pytanie, ale odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że zdecydowanie na to drugie. Na temat roślinności uczyliśmy się również dużo, ale przeważały tematy rysunkowe i związane z projektowaniem – bezsprzecznie. Brookes kiwnął głową jednocześnie się uśmiechając, Zwrócił się do właścicielki całego założenia i stwierdził, że to bardzo dobrze, że w taki sposób jestem przygotowany do zawodu. To świadczyło o tym, że był zadowolony, że będzie współpracował z architektem krajobrazu, a nie z ogrodnikiem.

Ponieważ w temacie roślinności miałem kompleksy z tytułu mniejszych zdolności do rozpoznawania roślin, a także nie zawsze pamiętałem wszystkie ich wymagania i predyspozycje stanowiskowe (zawsze uważałem, że od tego są książki) poczułem uczucie prawdziwej ulgi. Brookes potwierdził to, co czułem wewnętrznie, że nie potrzebuję takiej wiedzy, jakiej często oczekiwali ode mnie moi Klienci. Teraz już byłem tego pewien. Komuś, kto od architekta krajobrazu oczekuje zdolności w rozpoznawaniu roślin i szerokiej wiedzy na ich temat wystarczy po prostu powiedzieć, że taką wiedzę posiada ogrodnik. Niestety często myli się moją profesję z profesją ogrodniczą – są to przecież dwa różne zawody! Edukacja Klientów w tym zakresie jest zatem niezwykle istotna.

Spotkania z Brookes’em nauczyły mnie innego spojrzenia na wiele aspektów architektury krajobrazu. To był tylko jeden z nich.
Jak dobrze jest czasem usłyszeć, że ktoś, kto jest w branży uznanym specjalistą myśli w ten sam sposób.

Do uysłyszenia!

O mnie:
Informacje o Jarosław Małecki
jestem architektem krajobrazu; od 1997 roku pracuję nieprzerwanie w moim zawodzie; blog to moja misja uświadamiająca o tym, jak ważna jest rola architektury krajobrazu na świecie, a zwłaszcza w Polsce, w której tak wiele jest do zrobienia; architektura krajobrazu to sztuka i tak ją traktuję, taki też przyjąłem sposób myślenia o moim zawodzie, dlatego tworzę oferty, których nie oferuje nikt inny...

 

Przesyłając komentarz wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych zgodnie z Polityką prywatności

ZamknijNa tej stronie internetowej wykorzystywane są pliki cookies zbierane do celów statystycznych i wykorzystywane do poprawnego działania serwisu www.
Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies można zmienić w ustawieniach przeglądarki - niedokonanie zmian ustawień przeglądarki jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.